Omawianie RSH, czyli Ratowniczego Systemu Hamującego wypadałoby zacząć od etymologii. Skąd taka nazwa dla urządzenia łudząco podobnego do spadochronu?
Otóż spadochron jest w Polsce statkiem powietrznym, więc składa się ze spadochronu właściwego, dokumentacji, szafki w spadochroniarni oraz wykresu wilgotności i temperatury wiszącego na ścianie tegoż pomieszczenia. Podlega również wpisowi do Rejestru Statków Powietrznych, oraz kontroli IKCSP. Wszystko to jest bardziej kłopotliwe niż zamiana nazwy, tym bardziej, że nasz „zapas” różni się konstrukcyjnie od lotniczego czy spadochronowego. Na dodatek w ciągu kilkunastu lat paralotniarstwa w Polsce nie było ani jednego wypadku zawinionego przez RSH, wiec jest dobrze. A jak jest dobrze, to nie trzeba psuć.
Czym się różni RSH?
Jeśli skoczek spadochronowy, lub pilot ma problemy, to najpierw porzuca swój statek powietrzny, potem liczy sakramentalne: 121, 122, 123 i otwiera spadochron. To odliczanie ma na celu... przyśpieszenie otwarcia. Po prostu ich spadochrony niechętnie otwierają się przy małej prędkości. Za to nie zabijają przy dużych, otwierając się stosunkowo powoli. My nie pozbywamy się naszego glajta w kłopotach, więc ciągniemy za sobą potężny opór aerodynamiczny, nie pozwalający nam się za bardzo rozpędzić. Dla tego konstruktorzy skupili się nad jak najszybszym otwarciem. Zmierzone przeze mnie największe prędkości opadania to 21 m/s w spirali 14,7 m/s w fullsztalu i 11,2 m/s w negatywce. Paralotniowy RSH jest atestowany tylko do prędkości 150 km/h (czyli niecałych 42 m/s), co zupełnie wystarczy. Stawiam piwo każdemu, kto zdoła przekroczyć tą prędkość.
Ze względu na kształt czaszy możemy wyróżnić następujące typy:
klasyczny, czyli „balon” (wyglądający tak, jak sobie mały Jasio ze starszaków wyobraża spadochron)
toroidalny, czyli z liną centralną
z podwójną czaszą
trójkątny sterowany (czyli skrzydło Rogallo)
Pierwszego typu już się praktycznie nie produkuje, ponieważ opór aerodynamiczny połowy sfery (bo tak należałoby nazwać te pól balonu), jest mniejszy niż połówki torusa (torusem nazywamy kształt np. nadmuchanej dętki). Uzyskuje się go dodając linę centralną, która ściąga środek czaszy na dół.
System czaszy podwójnej uzyskujemy przez dodanie poziomych szczelin, przez co uzyskujemy jakby dwie czasze jedna nad drugą. Powietrze wpadając dołem do czaszy zawraca i wychodzi przez te szczeliny z powrotem w dół, przez co spadochron opada wolniej i stabilniej.
Zapas sterowany przypomina pierwsze lotnie konstrukcji Rogalli, tylko nie ma rur.
Przekładanie okresowe.
Każdy RSH ma swoją fabryczną instrukcję. Podane są w niej m.in. sposób składania, zalecana częstotliwość przekładania i okres przydatności do użycia. Stosowane obecnie tkaniny utrzymują swoje właściwości przez 10-12 lat, potem ich wytrzymałość gwałtownie spada. Producenci zalecają najczęściej badanie wytrzymałości po 8-10 latach. Ze względu na niewielką wartość naszych spadochronów, badanie takie jest praktycznie nieopłacalne.
Przekładać okresowo trzeba, ponieważ z biegiem czasu ładunki elektryczne gromadzące się w naszej paczce coraz bardziej sklejają tkaninę wydłużając czas otwarcia zapasu. W końcu zrobiony jest z włókien sztucznych, która uwielbiają się elektryzować. Przed przełożeniem wietrzymy go dobę, w stanie rozwieszonym.
Samo składanie jest czynnością prozaiczną, zwłaszcza jak mamy instrukcję. Problem w tym, że instrukcja podaje jak zapas prawidłowo złożyć, a nie jakie błędy można przy tym popełnić. A że, zupełnie bez przesady, jest to nasza ostatnia deska ratunku, więc wypadałoby mieć pewność, że zadziała.
Najlepiej zlecić przełożenie profesjonaliście. Nie będzie nim układacz spadochronowy, bo taki nie zna się na naszych zapasach. Zresztą prawdopodobnie odmówi. Należy poszukać układacza, który jednocześnie jest doświadczonym paralotniarzem, a najlepiej instruktorem. Tak się składa, że jest ich sporo. Jeśli z jakichś powodów musimy sami złożyć, to oprócz instrukcji przyda się kilka rad:
Składamy na czystej, płaskiej powierzchni, która się nie elektryzuje, wiec na pewno nie będzie to stylonowy dywan obok sztucznej choinki, ani łąka pełna wścibskich pasikoników.
Przed złożeniem liczymy wszystkie przybory, których zamierzamy użyć, aby po złożeniu mieć pewność, że nie zapakowaliśmy do paczki kilograma cukru, czy mocnej linki (to nie jest dowcip, ludzie miewają takie pomysły, a instrukcja nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć). Sznurek będzie nam potrzebny i bardzo denerwuje później na startowisku natrętna myśl, czy go wyjęliśmy. Najlepiej więc użyć sznurowadła z własnego buta, bo nie da się o nim zapomnieć. Najczęściej powtarzającym się błędem jest pozostawienie jakiejś chwilowo potrzebnej zawleczki blokującej paczkę, błedne zapięcie kontenera, nieprzypięcie rączki do pokrowca i... nieprzypięcie zapasu do uprzęży. Stąd wniosek, że łatwiej popełnić błąd przy montażu RSH do uprzęży, niż podczas samego składania. W ciągu ostatniego roku trafiły do mnie do przełożenia okresowego dwa zapasy, które nie miały szans się otworzyć z powodu błędów popełnionych przy składaniu.
Jeśli tylko wrócimy do cywilizacji oddajemy paczkę do złożenie specjaliście. Taka usługa kosztuje 30-50 PLN, czyli ok. 1/100 ceny pogrzebu bez nagrobka.
Co prawda nie musimy prowadzić wykresów wilgotności i temperatury pomieszczenia w którym przechowujemy nasz sprzęt, ale nie znaczy to, że może on leżeć np. w garażu gdzie przechowujemy np. kwasy czy rozpuszczalniki, itp. (benzyna jest rozpuszczalnikiem). Zagrzybiona piwnica też nie jest wymarzonym miejscem. Ponieważ sprzęt mamy tekstylny, to proponuję potraktować go jak najlepszy garnitur i trzymać w (ostatecznie na) szafie. Uszkodzenie garnituru nie jest tak brzemienne w skutki, jak uszkodzenie zapasu.
Ponieważ wysuszenie spadochronu jest znacznie bardziej kłopotliwe niż wysuszenie glajta musimy dbać, żeby wilgoć nie dostała się do środka. Nie kładziemy go więc na mokrej trawie (trawa wieczorem jest zawsze mokra) i chowamy przed deszczem.
Producenci zapasów są złośliwi i wszystkie napisy i stemple na tkaninie wykonują tuszem, który nie jest przesadnie wodoodporny. Jeśli będziemy sprzedawać sprzęt, który kiedyś zamókł, możemy zostać niemile zaskoczeni proponowaną ceną, bo czasza będzie wyglądała jak blondynka z rozmazanym makijażem. Same zamoczenie w słodkiej wodzie zapasowi nie szkodzi, o ile został od razu wysuszony. W praktyce zdarza się to tylko na treningach bezpieczeństwa i tylko w przypadku lądowania w wodzie. Właściciele takich zapasów mają ten fakt odnotowany na piśmie w formie dyplomu z zaznaczonym wodowaniem.
Użycie RSH zgodnie z przeznaczeniem nie ma wpływu na jego jakość. Spadochrony znoszą bez protestów setki otwarć, zwłaszcza przy małych prędkościach. Pomimo to widziałem już sporo ogłoszeń typu „kupię nierzucany zapas”. Jest to zachowanie irracjonalne, bo przecież spadochron nie ma błony dziewiczej.
Poza czaszą poszczególne konstrukcje różnią się też taśmami nośnymi. Mogą to być dwie taśmy połączone poprzeczką, może też być jedna. To pierwsze rozwiązanie jest zapożyczone z zapasów spadochronowych, ale najczęściej w uprzęży i tak obie taśmy przypinamy do jednego punktu. Dwutaśmowe rozwiązanie umożliwiało obrócenie się twarzą do kierunku lądowania. Ponieważ do wykonania takiego manewru należy użyć obu rąk, a w tym czasie są one nam potrzebne do zgaszenia skrzydła, to dla uproszczenia konstrukcji zrezygnowano z tego wariantu. Poza tym praktyka dowodzi, że większość ratowań odbywa się na bardzo małej wysokości, więc na obracanie się nie ma już czasu, tym bardziej, że wymaga to uprzedniego treningu. W praktyce poza byłymi żołnierzami desantu mało kto potrafiłby taki obrót wykonać. Z podobnych powodów mało popularny jest zapas starowany.
Przy zakupie używanego spadochronu należy przede wszystkim go rozwinąć i zobaczyć co kupujemy. To nie kot, żeby go kupować w worku. Zwracamy uwagę na wszelkie przebarwienia tkaniny i ślady zawilgocenia. Jakiekolwiek uszkodzenia czaszy są niedopuszczalne. Studiujemy też wszelkie napisy. Są one umieszczone na taśmach nośnych, albo na czaszy przy mocowaniu linki nr 1. Najważniejsza jest data produkcji i zakres wagowy, z tym, że nie wszyscy producenci takie informacje nanosili. Ponieważ „okres przydatności do spożycia” wynosi około 10 lat, więc łatwo wyliczyć aktualną wartość sprzętu.
Kiedyś uprzęże nie miały własnego kontenera na RSH, więc niektórzy producenci dodają takowy do zapasu. Przed montażem w normalnej współczesnej uprzęży należy go zdjąć. Łatwo go poznać po uchwycie, czyli „klamce”.
Jeśli taśma nośna ma długość kilku metrów, to znaczy że sprzęt jest przeznaczony dla lotniarzy.
Spadochrony, podobnie jak glajty, posiadają atesty. Może to być DHV, Afnor, SHV, LAA, czy ostatnio CEN. W sumie mało ważne kto atestował, że przeprowadzono rzetelną kontrolę. W praktyce taki test wygląda następująco: na dużej wysokości (ponad sto metrów) umieszcza się żelaznego „ochotnika” o imieniu Rupert z przymocowanym spadochronem, a uchwyt wyzwalający mocuje się do dłuuuugiej linki i całość zrzuca na dół. Kiedy układ się rozpędzi do odpowiedniej prędkości linka pociąga z uchwyt i następuje otwarcie. Mierzony jest czas i wysokość otwarcia, czas ustabilizowania się wahań, wielkość wahań i prędkość opadania. Czasem nie ma co mierzyć, bo Rupert wbija się w ziemię. Zdarza się też, że rozlatuje się czasza, bądź urywają linki. Wtedy zawstydzony producent zabiera zabawki i kombinuje dalej, aż wszystko zacznie działać jak należy. Z tego względu spadochrony nie posiadające żadnego atestu nadają się w zasadzie tylko na okolicznościowy daszek nad grilem.
O ile sam spadochron jest wielokrotnego użytku, to osłona czaszy, czyli tzw. „majtki” podczas ratowania oddzielają się i wraz z uchwytem opadają obok pilota. Zgodnie z prawem Murphy’ego spadną przeważnie w takie miejsce, że nie będziemy mieli żadnych szans na ich odnalezienie. Warto więc na dalekie wyjazdy zabrać ze sobą zapasowy komplet.
W starszych czeskich zapasach zdarzało się, że producent przymocowywał osłonę do czaszy, aby nie zginęła. Zaczepienie się tej osłony o elementy uprzęży powoduje że spadochron tworzy tzw. „podkowę” i cały ten misterny plan na nic. Warto więc zaryzykować zgubienie „majtek” wartych kilkadziesiąt złotych i odpruć je od czaszy.
Na zakończenie przypominam, że po otworzeniu się zapasu musimy zgasić glajta ciągnąc go za taśmy, lub wielokrotnie nawijając sterówki na ręce. Lądujemy na złączonych nogach, na całych stopach, nie próbując nawet ustać. Przy okazji testujemy jakość protektora naszej uprzęży.