Ciężko jest lekko żyć
Ponieważ nie mogliśmy się doczekać zamówionego u Uriuka artykułu (tłumaczy się mętnie zapracowaniem i środkiem sezonu), nie pozostało nam nic innego, jak przeprowadzić z nim wywiad
XC: Zacznijmy typowo: jak zaczęła się twoja przygoda z lataniem?
Uriuk: Od spadania. W 1980 r. wykonałem swój pierwszy skok spadochronowy, więc w przyszłym roku będę obchodził 25-lecie wniebowzięcia.
XC: A potem zamieniłeś spadochron na paralotnie?
U: Nie tak do końca. Spadochron zamieniłem na żonę, która konsekwentnie sprzeciwiała się uprawianiu przeze mnie wszelkich sportów ekstremalnych. Mam więc 10-letnią przerwę w lataniu.
XC: Czyli po odzyskaniu wolności zabrałeś się za paralotnie?
U: Za szybowce, ale jadąc na szkolenie zaliczyłem czołówkę i auto poszło się rozmnażać. Jak widać potwierdza się teza, że w lataniu najniebezpieczniejszy jest dojazd na lotnisko. Potem podwoziłem z lotniska znajomego i okazało się, że jest instruktorem paralotniowym, więc nie zwlekając umówiłem się na kurs w Jeżowie Sudeckim.
XC: I jak dalej potoczyła się twoja lotnicza kariera?
U: Na kursie poznałem pewnego sympatycznego instruktora, który właśnie wrócił z przelotu nad Śnieżką i pokazywał fotki (był to Jędrzej Jaxa-Rożen). Podziałało to mocno na moją wyobraźnię, stwierdziłem, że też tak będę latał. Żeby się tego nauczyć, przez kilka lat uprawiałem heroiczne wieczorne zloty, aż trafiłem do Chrcynna, gdzie Andrzej Sosiński prowadził szkołę, ucząc latać, a nie zlatywać.
XC: Żyjesz tylko z latania?
U: Nie, jeszcze z pisania do XC-PL.
XC: Czyli jesteś szczęśliwym człowiekiem, płacą ci za uprawianie swego hobby.
U: To trochę bardziej skomplikowane. Moim głównym hobby są nauki społeczne, takie jak etologia (nie mylić z etnologią) psychologia społeczna, socjobiologia itp. Zawód instruktora paralotniowego, a także uprawiana przeze mnie działalność, nazwijmy to publicystyczna, w XC-PL, PLAR i grupie dyskusyjnej pl.rec.paralotnie, daje mi możliwość weryfikowania wielu książkowych teorii, a także zapewnia realny wpływ na środowisko, czyli umożliwia zastosowanie teorii w praktyce.
XC: Jeśli tak naukowo podchodzisz do swojej twórczości, to dlaczego dorobiłeś się tylu przeciwników?
U: Każdy człowiek jest postrzegany przez pryzmat środka komunikacji. Będziemy inaczej oceniać tę samą osobę, jeśli poznamy ją osobiście, inaczej jeśli przez telefon, listownie, poprzez publikacje czy grupę dyskusyjną w Internecie. Generalnie im mniej przekazu pozawerbalnego, tym ostrzej brzmią słowa. Stąd na przykład ci, którzy znają mnie tylko z grupy dyskusyjnej, uważają mnie za srogiego, co z kolei nie przyszłoby do głowy nikomu, kto mnie zna osobiście. Zdarza się więc, że w różnych środowiskach mam różne opinie. Dopiero bliższe poznanie powoduje wyjaśnienie niektórych nieporozumień. Zdarzyło mi się kiedyś toczyć w Internecie boje z pewnym pilotem. Postronnym obserwatorom mogłoby się wydawać, że mordobicie wisi na włosku. Sprawa zakończyła się w ten sposób, że ów pilot... zgłosił się do mnie na szkolenie na H i teraz wpada czasem zrobić jakiś przelocik. Cywilizowani ludzie oddzielają nawet najostrzejsze dyskusje od osobistych animozji i zdarza się, że spokojnie piję piwo z moim zażartym adwersarzem, ku wyraźnemu zawodowi żądnych krwi gapiów. Pewnie potem układają teorie o jakimś spisku, bo okazuje się, że kłócimy się tylko na forum publicznym.
XC: Jak jeszcze objawia się popularność?
U: Całe szczęście nie jestem Lindą czy Edytą Górniak. Otrzymuję sporo korespondencji e-mailem i przez Gadu-gadu. Oprócz próśb o radę czy ocenę sprzętu zdarzają się różni dowcipnisie podszywający się pod początkujących. Nie mają odwagi wystąpić jawnie przeciw mnie na grupie dyskusyjnej i kompensują to sobie anonimowo. Jednak tylko laikom wydaje się, że Internet zapewnia anonimowość, więc dość szybko role się odwracają i potem może się wydawać, że kogoś publicznie niesprawiedliwie rozjechałem. Zapewniam, że było za co.
XC: Wspominałeś o testowaniu glajtów. Jesteś pilotem testowym?
U: "Poetą się nie jest, poetą się bywa". Kilka razy miałem okazję popracować nad dopracowaniem różnych konstrukcji i przyznam, że to jest coś, co tygrysy lubią najbardziej. Zdarzył się też przypadek odwrotny. Kiedyś w rozmowie z Krzyśkiem Dudzińskim opisałem mu, jakiego glajta nie produkuje, a powinien. Dudzinek starannie wypytał mnie o wszystkie założenia konstrukcyjne i za kilka miesięcy zadzwonił, żebym... oblatał sobie to skrzydełko. Chciał nawet, żebym został ojcem chrzestnym i wymyślił mu nazwę. Niestety, moja propozycja, "Świstak", nie przeszła i skrzydełko nazywa się Ajos. Potem nakłoniłem Krzyśka do powiększenia Ajosa do rozmiarów małego tandemu i tę konstrukcję też oblatywałem na Mietkowie wspólnie z Arkiem Pomarańskim.
XC: Miałeś już jakiś wypadek na paralotni?
U: Byłem kiedyś na Rudniku w dzień, który wybitnie nie nadawał się do latania. Kilka osób odpaliło, ale był to "paragliding siłowy", czyli latanie na siłę. Ja poszedłem na bilard i niechcący strąciłem kijem żyrandol, który spadł na mnie. W efekcie w kowarskim szpitalu założono mi dziewięć szwów. Od tamtej pory zaliczam bilard do sportów ekstremalnych.
XC: Używałeś kiedyś spadochronu zapasowego?
U: Nie, ale kilka razy powinienem. Kiedyś zostałem zdrowo op....ny za to, że bawiłem się z wyprowadzaniem prawie do samej ziemi, a że spadałem z prawie 500 m, więc było dość czasu na rzut paką. Za to skoczyłem kilka razy na 40-metrowym wahadle wewnątrz Hali Ludowej we Wrocławiu ze specjalnie źle złożonym zapasem. Kiedyś byłem układaczem spadochronowym i chciałem przetestować kilka różnych błędów mogących powstać podczas składania.
XC: I co, spadochron się otworzył?
U: Trochę wolniej, ale się otworzył. Za to zapasy nieprzekładane przez kilka lat otwierały się całe wieki, dużo dłużej niż spadochron zupełnie nie złożony, a tylko wciśnięty na wcisk do kontenera. Radzę wszystkim pamiętać o regularnym wietrzeniu zapasu.
XC: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?
U: Latać, latać, latać. Za chwilę mam zamiar przelecieć samolotem szlakiem moich pierwszych lotów, zwiedzę z powietrza Srebrną Górę, Żmij, Dzikowiec, Chełmiec, Bukowiec, Rudnik i wyląduję sobie na szczycie w Jeżowie Sudeckim, bo nie byłem tam całą wieczność.
XC: To plan na dziś, a pytanie było o przyszłość.
U: Do końca sezonu prowadzę loty w Brzegu i Szprotawie, a na zimę tradycyjnie odlatuję do ciepłych krajów. Jak bocian.
XC: Pochwal się gdzie jedziesz i co będziesz tam robił?
U: Ostanie zimy spędziłem w Kalifornii, gdzie zajmowałem się organizowaniem latania, najpierw dla ludzi zabranych z Polski, a potem już dla miejscowych. Latałem też zarobkowo tandemem. Kiedy jednak postanowiłem zrobić licencję pilota samolotowego musiałem się wziąć za normalną pracę, bo to nawet w Ameryce jest dość kosztowne. Mam 11 zawodów, więc nie musiałem zrywać azbestu. W tym roku mam na celowniku Texas a potem Brazylię, bądź Gwatemalę, gdzie chce mnie zabrać dość szalona ekipa amerykańskich paralotniarzy, którym przypadł do gustu mój sposób szkolenia. Mam nadzieję że mi wątroba wytrzyma.
XC: Lubisz się chwalić, co?
U: Żeby być skromnym, to trzeba mieć z czego ;)
XC: Jeśli połowę roku spędzasz w Kalifornii i żyjesz tam z latania, to co cię sprowadza z powrotem do kraju?
U: Kiedyś mały owsik zapytał ojca, dlaczego mieszkają w tak mało apetycznym miejscu, skoro świat jest taki piękny. Na co tata-owsik odpowiedział: -Bo to jest nasza ojczyzna synu!
XC: Poważnie? Nie posądzałbym ciebie o coś tak mało oryginalnego jak patriotyzm
U: Sam jestem zdziwiony. Na wzrost poziomu patriotyzmu ma pewnie wpływ to, że w Polsce mieszkają moje dzieci, a także że nie udało mi się opanować żadnego języka w takim stopniu jak polski. Zmuszony do używania prostego języka więdnę jak cięty kwiat bez wody.
XC: Następne pytanie być może zainteresuje nasze czytelniczki: jaki jest twój obecny stan zajętości przez "kobiety płci przeciwnej"?
U: Permanentnie wolny. Która by ze mną wytrzymała? Potrafię w ciągu godziny się spakować i przepaść na ładnych parę tygodni bądź miesięcy. Ale jeśli znajdzie się jakaś inteligentna, samodzielna, oczytana, mająca zamiast trwale włączonego problematora uaktywniony gen szwendaczki to czemu nie? Tym bardziej, że inni faceci boją się panicznie takich kobiet, więc się biedactwa błąkają samotnie. Mam tylko taki feler, że na ultimatum "ja albo latanie" niezmiennie odpowiadam: "będzie mi cię kochanie bardzo brakowało".
XC: Kobiety nie mają ci za złe, że czasem się z nich dość rubasznie publicznie naśmiewasz?
U: Kobiety mnie fascynują i dużo czasu poświęcam na rozgryzienie kobiecego spojrzenia na świat. Tylko że wyraźnie rozróżniam kobiety od oglądaczek seriali, interesujących się wyłącznie wyborem proszków do prania, które coś tam potrafią wybielić. Jak żyję nic nie wyprasowałem i nie mogę zrozumieć dlaczego wszystko musi być takie śnieżnobiałe. Jak widzę sterylnie czyściutkie mieszkanko to od razu wiem, że właścicielka ma nerwicę natręctw, polegającą na wiecznym sprzątaniu i zaczynam się w tym dusić. Życie nie polega na nieustannych porządkach. Jest tyle przyjemniejszych zajęć.
XC: Skąd się wziął nick "Uriuk"?
U: Kiedyś był na całym świecie tylko jeden serwer z darmowymi kontami e-mailowymi. Próbowałem tam sobie założyć konto, ale wszystkie możliwe rzeczowniki były już zajęte i mogłem liczyć co najwyżej na np. " Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ", a ja się uparłem, żeby tych cyferek nie było, bo kto to zapamięta. Zabrałem się więc do sprawy metodycznie. Język rosyjski, którym władam dość swobodnie, posługuje się cyrylicą. Wystarczyło więc znaleźć w miarę neutralne rosyjskie słówko i zapisać to łacińskim alfabetem. Uriuk to po rosyjsku mój przysmak, suszone morele, podobnie jak rodzynek to suszony winogronek. Założyłem więc konto Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . Ponieważ programy obsługujące grupy dyskusyjne same redagowały w odpowiedzi na moje posty nagłówek w stylu: "Użytkownik Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. napisał", to jakoś się do mnie ten Uriuk przykleił. A że do tej pory jestem na świecie jedynym Uriukiem (co łatwo można sprawdzić na dowolnej wyszukiwarce), to się specjalnie nie broniłem. Tym bardziej jak widzę pojawienie się kolejnego "Jaro" (oni się mnożą w króliczym tempie). Nawet moja szkoła nazywa się "Uriuk Aviation", a moja strona to www.uriuk.com.
XC: A twój mail to Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ?
U: Nie, Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.